środa, 25 lutego 2015

Rozdział 10


''It's so loud inside my head
With words that I should have said
And as I drown in my regrets
I can't take back the words I never said
I never said
I can't take back the words I never said
Always talking shit
Took your advice and did the opposite
Just being young and stupid
I haven't been all that you could've hoped for
But if you'd held on a little longer

You'd have had more reasons to be proud''


Zanim Dru wyszedł porozmawialiśmy jeszcze chwilę i zaproponował, że może przyjeżdżać po mnie rano i odwozić do szkoły. Ja się nie zgodziłam, a on powiedział, że i tak przyjedzie. Gdy usłyszałam, jak jego auto odjeżdża spod domu wpadłam w panikę. Zastanawiałam się co ja najlepszego narobiłam. Przecież doskonale wiedziałam, że taki układ nie wyjdzie. Przerażało mnie to, że on myśli, że jestem dobra, a ja nie chciałam pokazywać mu swojej prawdziwej twarzy. Nie rozumiałam co jest w nim takiego, że bałam się przyjaźni z nim. Przecież Emily i Scott zajęli jakieś miejsce w moim życiu i nawet przed tym się nie broniłam, ale z Dru było inaczej. Zupełnie inaczej. Zaczęłam chodzić w tę i z powrotem po pokoju, nerwowo obgryzając paznokcie. Chciałam to wszystko odwrócić. Strach przed tym, że on pozna mnie taką jaka jestem obezwładniał mnie. Wariowałam. Czułam się tak, jakbym miała zaraz eksplodować. Dopadłam do szafki nocnej i z jednej z szuflad wyciągnęłam jedno ze swoich metalowych, kolorowych pudełeczek. Otworzyłam je i wysypałam na dłoń kilka białych tabletek. Puste z powrotem wrzuciłam do szuflady i poszłam do łazienki. Włożyłam do ust wszystkie tabletki i popiłam wodą z kranu. Wzięłam głęboki oddech, próbując powstrzymać niewyjaśnione łzy, które napłynęły mi do oczu. W tej chwili nienawidziłam całego świata. Nienawidziłam swojej przeszłości i nienawidziłam tego kim jestem, bo czułam, że nie jestem zbyt dobra dla tego chłopaka. Kopniakiem zatrzasnęłam drzwi od łazienki. Z szafki z lustrem nad umywalką wyciągnęłam biało-czerwoną ściereczkę i usiadłam na wannie. Wpatrywałam się w żyletkę w mojej dłoni i łzy, które skapywały na bladą skórę. Podwinęłam rękaw swetra i moim oczom ukazał się nadgarstek pokryty bliznami. Brzydziłam się tego, a mimo to przyłożyłam ostrze do skóry i jak zaczarowana zaczęłam wypuszczać z siebie ten ból, który krył się pod powierzchnią.

***

Siedziałam na mięciutkim dywanie w salonie i bawiłam się swoimi  lalkami. Jedna z nich miała przepiękne, ciemne, długie włosy, jak mamusia i ja też marzyłam o tym by takie mieć. To była moja ulubiona zabawka. Tak bardzo ją kochałam, że zawsze z nią spałam. Tak bardzo przypominała mi mamusie, że nigdy nie chciałam się bez niej ruszać. W telewizorze leciała jedna z bajek, które w ogóle mnie nie interesowały, ale dźwięk był wyciszony, na szklanym, nowym stoliku, nowym ponieważ poprzedni popsuł się, gdy uderzyłam w niego główka stał komputer mamy, z którego leciała, jakaś smutna piosenka. Wiedziałam, że jest smutna, bo rozumiałam znaczenie niektórych słów, ale bardzo ją lubiłam i mamusia tez bardzo ją lubiła. Chciałam podrapać się po główce, ale zapomniałam o bandażu, którym miły pan doktor ją obwiązał, więc moje paluszki trafiły, na nieprzyjemny materiał i tylko skrzywiłam się z bólu, gdy niechcący dotknęłam ranki. Zdenerwowana odłożyłam lalkę na kanapę i podreptałam do mamusi. Powiedziała, ze musi wziąć kąpiel. Zapukałam cichutko, ale nie odpowiedziała, więc pociągnęłam za klamkę i weszłam do środka. Mamusia, obwiązana w biały ręcznik siedziała na wannie, a z jej ręki na podłogę kapała krew. Przestraszyłam się.
-Mamusiu! - Krzyknęłam i podbiegłam do niej. Zaskoczona podniosła głowę do góry i spojrzała na mnie smutno.
-Hope co ty tu robisz? Nie powinnaś wchodzić.
-Co ci się stało? - Spojrzała na swoją rękę i pokręciła wolno głową.
-To nic takiego kochanie. - Przygarnęła mnie do siebie i mocno przytuliła.
-Dlaczego leci ci krew? - Spytałam smutnym głosem.
-Bo bolało mnie serduszko. - Szepnęła.
-Gdy boli serduszko to leci krew z reki? - Nie miało to dla mnie sensu. Zaśmiała się cicho.
-Tak jakby, ale tylko tym którzy są naprawdę wrażliwi i smutni i nie potrafią poradzić sobie z tym bólem.
-Jesteś smutna? 
-Już nie. - Pocałowała mnie we włosy i wstała, ciągnąc mnie za sobą. - Co powiesz na ciasteczka?
-Same je upieczemy? - Spytałam z nadzieją.
-Oczywiście Hope. - Ucieszyłam się bardzo i wyszłam z mamusią za rękę z łazienki.
-Lubie piec ciasteczka.
-Ja tez kochanie.

***

W sobotę Em napisała, że nie możemy się spotkać i ja wiedziałam już, że stało się coś złego i postanowiłam porozmawiać z nią o tym w poniedziałek, bo przecież tak robią przyjaciele prawda? By nie siedzieć sama wieczorem zaprosiłam Scotta, bo Rose miała nocną zmianę. Wciąż czułam dziwny niepokój po piątkowej rozmowie z Dru więc poprosiłam Scotta by wziął ze sobą trochę zioła. Gdy przyszedł zapaliliśmy jointa i śmieliśmy się zupełnie bez powodu, później zjedliśmy wszystko co było w lodówce i poszliśmy do łóżka. Po dzikim seksie i kolejnym joincie wzięliśmy wspólną kąpiel i ruszyliśmy na miasto. Nie pamiętam, jak do tego doszło, ale obudziłam się nie w swoim łóżku i na pewno nie u boku Scotta. Spojrzałam na chłopaka leżącego obok mnie i uśmiechnęłam się z ulgą. Był uroczy i chyba był w moim wieku. Miał zamknięte oczy i lekko rozchylone usta. Była pewna, że leży nagi pod kołdrą tak, jak ja, a zużyta prezerwatywa leżąca na podłodze nieopodal utwierdziła mnie w przekonaniu, że doszło do czegoś więcej niż miła rozmowa. Wypełzłam z łóżka i ubrałam się we wczorajsze ciuchy. Zegarek w kuchni wskazywał dziesiątą rano. Za dwie godziny Rose powinna się obudzić i z godnie z obietnicą miałam zamiar pomóc jej w odnowieniu kuchni nawet jeśli miałam okropnego kaca. Bez pożegnania z uroczym, metrem wróciłam do domu. Wzięłam szybki prysznic i z przerażeniem odkryłam, że moja szyja całą usypana jest malinkami. Bez zastanowienia włączyłam czarny golf i futrzarzy bezrękawnik. Na dworze zaczynało robić się zimno, niedługo powinna przyjść jesień. W pościeli odnalazłam swój telefon i zadzwoniłam do Scotta. Odebrał po trzecim sygnale.
-Halo? - Jego głos był zaspany.
-Hej Scotti. Jak tam? - Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam ciche jęknięcie. - Czyżbyś nie był sam? - Zaśmiał się.
-Obok mnie leży jakaś blondyna. - Wyjaśnił.
-Jak to się stało, ze skończyliśmy osobno?  -Spytałam i zeszłam na dół. Wstawiłam wodę na herbatę, a z lodówki wyjęłam sok pomarańczowy.
-Gdy znaleźliśmy się na jakiejś domówce... Nawet nie pytaj jak, zaczęłaś tańczyć z jakimś małolatem i w końcu zniknęłaś mi z oczu, więc znalazłem sobie pocieszenie. - Westchnęłam ciężko.
-Wybacz. - Odkręciłam sok, ale okazało się, że karton jest pusty, więc wyrzuciłam go.
-Nie ma sprawy i tak to była fajna noc. - Uśmiechnęłam się do siebie. - Jak się czujesz?
-W porządku. 
-Nie pytam o kaca Hope. Wczoraj byłaś jakaś dziwna. Miałaś okropne parcie by zapomnieć o całym świecie. - Zadrżałam, bo miał racje. Chciałam zapomnieć tyle że nie o całym świcie a o tym kim jestem.
-Miałam tylko zły dzień. - Wyjaśniłam i zalałam dwa kubki gorącą wodą. - Muszę kończyć. Rose zaraz wstanie. Pa pa.
-Pa Hope. - Wcisnęłam czerwoną słuchawkę i schowałam telefon w tylną kieszeń jeansów, a w tym samym momencie w kuchni pojawiła się rozczochrana Rose.
-Hej. - Przywitała się siadając przy stole. Postawiłam przed nią parujący kubek i usiadłam naprzeciwko.
-Gotowa na zakupy? - Spytała z entuzjazmem. Naprawdę cieszyłam się na ten dzień, bo tak naprawdę nigdy w taki sposób nie spędzałyśmy razem czasu.
-Myślałam, że się rozmyślisz. - Wyznała z nad kubka.
-Nigdy. Nienawidzę tego koloru. - Wskazałam na ściany kuchni, które były pomalowane na odcień zgniłej zieleni.
-Ja też. - Przyznała i uśmiechnęła się szeroko.
-W takim razie pij szybko herbatę, weź prysznic i ruszamy. - Upiłam łyk słodkiego napoju i mrugnęłam do niej.
-Lubie cię taką. - Szepnęła. Spojrzałam na nią zdziwiona.
-Jaką?
-Szczęśliwą.
-Och. Ja też. - Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i zaczęła pic herbatę, a ja naprawdę dziś byłam szczęśliwa.

To był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Do domu wróciłyśmy dopiero wieczorem, ale wciąż byłyśmy pełne energii. Przebrałyśmy się w jakieś niepotrzebne ciuchy. Zrobiłyśmy śmieszne papierowe czapeczki i odsunęłyśmy wszystkie szafki w kuchni od ścian i zaczęłyśmy malować je na głęboki pomarańczowy kolor. Świetnie się przy tym bawiłyśmy. Rose zaszalała i wybrała także nawy komplet mebli, które przyjechały godzinę później. Stare opróżniłyśmy z naczyń i resztek jedzenia i poprosiłyśmy dostawców by zabrali je ze sobą. Uprzejmie się zgodzili. Nowe szafki były w kolorze ciepłego brązu i idealnie pasowały do pomarańczowego koloru ścian. Złożenie ich i ustawienie zabrało nam najwięcej czasu, ale efekt końcowy był świetny.  Zmęczone, brudne i zadowolone usiadłyśmy na podłodze z chińszczyzną i podziwiałyśmy naszą nową kuchnie.
-Jest świetna. - Przyznała Rose, wkładając do ust kurczaka.
-To będzie moje ulubione pomieszczenie w całym domu. - Szepnęłam i z ciężkim westchnieniem oparłam się o ścianę.
-Cieszę się, że mi w tym wszystkim pomogłaś.
-Ja też. Naprawdę świetnie się bawiłam. - Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się łagodnie.
-Wybacz, że nigdy wcześniej nie zadbałam o to byśmy spędzały ze sobą trochę więcej czasu.
-Przestań Rose, pewnie i tak bym ci na to nie pozwoliła. - Lekko kiwnęła głowa.
-Co się zmieniło? Chodzi o Luisa? - Spuściłam wzrok na swoje umorusane dłonie.
-Nie. Może trochę. Nie wiem, ale czuje, że trochę się zmieniłam. Poznałam nowych przyjaciół...
-Chodzi o tego chłopca.- Moje serce zatrzymało się na wspomnienie Dru, bo cały dzień o nim nie myślałam.
-Nie wiem. Rose, chyba trochę się pogubiła w tych stosunkach między ludzkich.
-Nigdy nie byłaś zbyt towarzyska.
-Wiem, a teraz mam dwóch nowych przyjaciół. Nawet nie wiem jak to się stało. - Zaśmiała się cicho, więc spojrzałam na nią.
- Może w końcu zaczęłaś odczuwać samotność.
-Może.
-Żałuje, że nigdy ci nie pomogłam. - Jej głos brzmiał smutno.
-W czym?
-Powinnam posłać cię do psychologa czy kogoś takiego, a zamiast tego wolałam myśleć, że sama sobie poradzisz z tym wszystkim. - Poczułam, że jej żal w głosie łamie mi serce. Przysunęłam się do niej i pierwszy raz w życiu ją przytuliłam.
-Myślę Rose, że nikt i tak by mi nie pomógł. - Wyznałam cicho i aż zadrżałam, bo własnie głośno przyznałam, że mam ze sobą problem. - A po za tym nie cofniesz czasu, więc się tym nie przejmuj.
-Och Hope, bardzo cie kocham. Cieszę się, że ze mną zamieszkałaś. - Poczułam, ze płacze więc mocniej ją objęłam.
-Ja też cie kocham, nawet nie wiesz jak bardzo. - Po chwili dokończyłyśmy jedzenie, posprzątałyśmy trochę i każda poszła do siebie. Wzięłam długą kąpiel i pierwszy raz od bardzo dawana usnęłam bez żadnych tabletek naprawdę szczęśliwa.


wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział 9


''Loosing sleep and all my faith
In these promises that I take

Lay me down with a smile
To drown in the rain

So give me love and all your hate 
Tell me lies in fifty shades
Lay me down for awhile 
Get lost in the grey''

Boże, Boże, Boże! On tu jest! Przyszedł. Naprawdę przyszedł, czyli coś było na rzeczy.Chryste on miał dziewczynę i wprawdzie jeszcze się do mnie nie zalecał, ale jeżeli to zrobi... Jeżeli będzie mnie podrywał, lub stwarzał dwuznaczne propozycje co mam zrobić? Opłukałam buzię i spojrzałam w lustro. Moje oczy wyglądały na wystraszone, a mokre włosy pozostały w nieładzie.
-Ogarnij się Hope. - Wyszeptałam do siebie. Wciąż byłam w ręczniku, ponieważ miałam zwyczaj ubierać się w pokoju, więc nie zabrałam ze sobą ubrań. Cholera. Jeżeli tam wyjdę w samym ręczniku na pewno przyjrzy mi się uważniej i zauważy pokaleczone nadgarstki, a wtedy na pewno zapyta skąd to mam. A ja nie chciałam by wiedział. Tylko Scott miał świadomość co sobie robię i nie mógł tego powstrzymać. Nikt nie mógł. Zacisnęłam dłonie w pięści i wyszłam z łazienki. Podobało mu się, gdy mnie denerwował i zaskakiwał, więc ja też mu utrę trochę nosa.
-Już? - Spytał, podpierając się na łokciach. Nie powinnam o tym myśleć, ale całkiem dobrze wyglądał wyciągnięty na moim łóżku.
-Musze się jeszcze ubrać. - Oznajmiłam, a jego brwi powędrowały do góry. Odwróciłam się do niego plecami, czując jak przesuwa po mnie wzrokiem i spuściłam ręcznik w dół. Usłyszałam jak z sykiem wciąga powietrze i uśmiechnęłam się szeroko. Nieśpiesznie wyciągnęłam z szafy luźny T-shirt leginsy i ciepły sweterek i ubrałam się. Gdy skończyłam z powrotem odwróciłam się do niego twarzą z niewinną mina.- Już. -szepnęłam. Na jego policzkach odmalował się wielki rumieniec, co bardzo mnie cieszyło. Odchrząknął i spojrzał mi w oczy.
-Masz ładne ciało. - Skwitował i uśmiechnął się lekko.
-Dziękuje. - Mimo woli poczułam się doceniona, bo sama osobiście nienawidziłam swojego ciała. - No więc masz jakiś pomysł na projekt?
-W prawdzie to nie.
-Więc po co przyszedłeś? - Odwrócił wzrok i utkwił go w ramce na biurku.
-Pomyślałem, że wymyśli coś razem. - Kłamał.
-Mówiłam już że mnie to nie interesuje. Nie wiele obchodzi mnie szkoła. - Wyjaśniłam kładąc się obok niego.
-Dlaczego? Co zamierzasz robić w przyszłości? - Spojrzałam w sufit.
-Nie wiem. - Szepnęłam. Nie planowałam nic na dłuższą metę, bo nie wiedziałam czy dożyję dnia zakończenia szkoły.
-Nie masz żadnych planów? - Odwróciłam głowę w jego stronę. Wpatrywał się we mnie z zaciekawienie, zaciskając usta.
-Nie.
-Każdy ma jakieś plany.
-Nie ja.
-Dlaczego? - W jego głosie pobrzmiewała dziwna nuta.
-Bo nie. - Powiedziałam trochę ostrzej, by uciąć temat. Nie zamierzałam mu się zwierzać,
-Dlaczego wciąż uciekasz przed rozmową?
-Już mówiłam, że nie mam ochoty cie poznawać. - Przekręcił się na bok i wbił we mnie badawcze spojrzenie.
-A ja ci nie wierzę - Wyszeptał co mnie zaskoczyło. - Moim zdaniem po prostu boisz się do kogokolwiek zbliżyć.
-Nie masz prawa mnie osądzać. - Uśmiechnął się przelotnie.
-Czyli zgadłem.- Zacisnęłam zęby, by nie wybuchnąć.
-Czego ty chcesz Dru? Bo ja nie mam zamiaru dać ci niczego.- Warknęłam. Przymrużył oczy, ale wciąż na mnie patrzył.
-Chce tylko trochę cie poznać.- Wychrypiał. Przyjęłam ta samą pozycje co on, wiec patrzyliśmy sobie prosto w oczy.
-A ja nie chce z nikim dzielić się sobą. - Z westchnieniem irytacji, przekręcił się na plecy.
-Czego się boisz? - I to było dobre pytanie. Czego się bałam? Przecież z łatwością mogłam zaciągnąć go do łóżka, wykorzystać i porzucić... Chyba, że w między czasie zakocham się, a on mnie zrani. Ludzie lubią ranić. Przemielić cie i wypluć. Po bliższej znajomości zazwyczaj zostajesz tylko nic nie wartym, żałosnym śmieciem. Gorzej jeżeli on się zakocha i będzie chciał wiedzieć o mnie wszystko. Będzie chciał znać moją przeszłość, teraźniejszość. Będzie chciał wiedzieć jaka jestem naprawdę, dlaczego się tnę, biorę i pije. Dlaczego nie pozwalam się zbliżać ludziom. Będzie chciał mnie, a ja będę musiała go odtrącić i przez resztę życia będę zastanawiać się czy dobrze zrobiłam, że nie zaryzykowałam.
-Niczego. Po prostu nie interesują mnie bliższe relacje.
-A twój chłopak? - Zerknęłam na niego zaskoczona.
-Nie mam chłopaka.
-A ten chłopak z przed szkoły? - Zaśmiałam się, gdy zrozumiałam o kogo chodzi.
-To Scott. Nie jest moim chłopakiem, tylko przyjaciele z benefitami - Wytłumaczyłam.- I on jest wyjątkiem.
-A ta czerwonowłosa? Chyba nazywa się Emily, tak?
-Skąd o niej wiesz? - Wzruszył ramionami.
-Widziałem, jak rozmawiacie, a ty nie rozmawiasz z wieloma ludźmi.- Westchnęłam.
-Dobrze, nie interesują mnie bliskie relacje z nikim prócz Em i Scotta. - Zerknął na mnie oburzony.
-To dlaczego ja nie mogę do nich dołączyć. Przecież ze mną rozmawiasz, a nawet zaprosiłaś mnie do siebie, a teraz leżę w twoim łóżku. To chyba coś znaczy. - Wybuchnęłam szczerym śmiechem.
-Nie zaprosiłam cie tu.- Jego spojrzenie złagodniało.
-Masz bardzo ładny śmiech. - Od razu spoważniałam i spiorunowałam go wzrokiem. - Nie lubisz jak ktoś cie komplementuje?
-Lubię.
-To czemu robisz taką minę? - Spróbował mnie naśladować, co znów mnie rozśmieszyło.
-Bo próbuje ci wytłumaczyć, że prócz szkolnej ławki nie będzie między nami nic więcej. - Zrobił naburmuszoną miną.
-A ja wciąż nie rozumiem dlaczego. - Wyglądał uroczo. Nie rozumiałam dlaczego tak bardzo mu na tym wszystkim zależy. Miał dziewczynę, a jakoś nie mogłam uwierzyć, że chce tylko przyjaźni.
-Bo nie jestem człowiekiem, na którego warto marnować czas.- Wyznałam i naprawdę tak myślałam. Byłam raczej marnym istnieniem. Niczym więcej.
-I tu się z tobą nie zgadzam Hope. Gdybyś nie była warta czegoś więcej niż kilka słów na pewno bym to wiedział, a wydaje mi się, że jesteś cenniejsza niż  powietrze, którego potrzebujemy, by te kilka słów wypowiedzieć. - Zadrżałam pod jego słowami. Boże. Dlaczego on musiał to robić? Dlaczego próbował mnie złamać.
-Mylisz się Dru. Nawet nie wiesz, jak bardzo.- Byłam tylko cieniem Hope, która powinna istnieć. Przysunął się do mnie i szepnął mi do ucha:
-Nie możesz się ze mną sprzeczać. Chce sam poznać jaka jest prawda o tobie. Tylko mi na to pozwól. - Zacisnęłam zęby i zerwałam się z łóżka. Czułam się tak okrutnie... Smutna. Spojrzałam na niego z zrozpaczoną miną. Wyglądał na zdezorientowanego.
-Nie możesz. - Szepnęłam kręcąc głową. - Wróć do swojej dziewczyny i zostaw mnie w spokoju.
-Nie skrzywdzę cie. - Zsunął się do krawędzi łóżka i usiadł. Zaśmiałam się bez krzty humoru.
-Nie możesz być tego pewien. Ludzie krzywdzą z reguły.- Posłał mi pobłażliwe spojrzenie za co miałam ochotę go uderzyć.
-Zawsze są odstępstwa od reguł. - Westchnęłam ciężko i podeszłam do biurka i utkwiłam wzrok w zdjęciu moi z mamą. Nawet ona mnie skrzywdziła choć tak bardzo ją kochałam, a ona mnie. Ludzie mają krzywdzenie we krwi. Tak po prostu jest.
-Przyjaźń polega na dzieleniu się sekretami, ufaniu sobie, na oddaniu kawałka siebie tej drugiej osobie, a mnie już nie wiele zostało. Nie chce dzielić się z tobą swoimi tajemnicami. Nie chce ci ufać. Nie chce cie na przyjaciela.Bo nie chce ryzykować, że znów stracę część siebie. Rozumiesz?

***

Chyba jeszcze nie słyszałem nikogo kto tak smutno by brzmiał. Mimo wszystko serce mi się krajało, gdy patrzyłem na tą dziewczynę. Miała ze sobą większy problem niż się spodziewałem, ale to sprawiało, że jeszcze bardziej chciałem ja poznać. Dowiedzieć się co do tego doprowadziło i uleczy jej rany z przeszłości.
-Ale ja nie chce ukraść ci kawałka ciebie, jak chcesz mogę oddać większy kawałek siebie za nas dwoje. - Cień uśmiechu przemknął się przez jej twarz.
-Jesteś taki naiwny - Szepnęła. - Czemu tak bardzo ci na tym zależy?
-Bo jest w tobie coś co sprawia, że po prostu chce wiedzieć o tobie więcej. Chce z tobą rozmawiać, słuchać jak się śmiejesz, po prostu z tobą przebywać. - Odpowiedziałem bez zastanowienia.
-Wiesz, że to się nie sprawdzi?
-Czemu?
-Bo jak zauważyłeś nie jestem dobra w kontaktach między ludzkich i musiałbyś starać się dwa razy mocniej, bo ja nigdy nie okaże, że mi zależy i w końcu się poddasz, bo po co komu taka przyjaźń?
-Nie poddam się. Jestem bardzo uparty.
-Zauważyłam. - Jej ton był oschły. Wstałem i spojrzałem jej prosto w granatowe oczy.
-Hope. No proszę cie. Nic na tym nie stracisz. - Zacisnęła usta i odwróciła wzrok, który znów utkwiła w zdjęciu na biurku.
-Obiecujesz, że nigdy się nie poddasz i nigdy nie będziesz chciał niczego więcej niż przyjaźni? - Mimo woli uśmiechnąłem się lekko i szepnąłem:
-Obiecuje. - I w tej chwili już złamałem drugą obietnicę, bo patrząc na jej smutne oczy i zdesperowane spojrzenie, miałem ochotę ukoić jej ból i z całować spięcie z jej ust. - Obiecuje  Hope. - Wypuściła głośno powietrze.
-Okey, czyli jesteśmy przyjaciółmi?
-Tak. - Uśmiechnęła się szeroko i to był najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem.
  

wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 8




''Home is just a word
Without a time or place
I've fallen in and out of love
With the loneliness I've traced

And I can't wait to start again
No, I can't wait to start again
When the darkness and unknown become a friend
No, I cant wait to start again

The voice of a thousand whispers
With answers I cant find
I made promises to the wounded love 
And the corner of my mind
And the night before has left you
And the smoke has filled your lungs
When you don't know what you've come here for or the person you've become''


Reszta tygodnia minęła raczej spokojnie, bez żadnych wpadek, kłótni czy bijatyk. Przez ten tydzień zachowywałam się prawie jak zwyczajna dziewczyna nie licząc kilku spotkań ze Scottem, które za każdym razem kończyły się w moim łóżku. Na lekcji biologii zamieniłam kilka zbytkowych słów z Dru, ale raczej trzymając go na dystans, choć gdy dziś na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek, zaczęłam delikatnie wypytywać o co chodzi, ale tym razem to on unikał rozmowy ze mną. Zaniepokoiło mnie to i w głębi ducha miałam nadzieje, że nie chodzi o mnie. Na jutro umówiłam się z Emily, że wyskoczymy gdzieś razem, a w niedziele obiecałam Rose, że pomogę jej w wyborze nowych mebli do kuchni. Stwierdziła, że musi koniecznie wydać na coś trochę zaoszczędzonych pieniędzy, a ponieważ teraz nie ma Luisa mogła robić co chciała, a ja postanowiłam ją w tym wspierać.
-Czyli jutro aktualne? - Zagadnęła Emily, gdy przebierałyśmy się w szatni po wuefie. - Zerknęłam na nią i uśmiechnęłam się lekko.
-Jasne. - Puściła mi oczko i ściągnęła przepoconą, trochę za luźną, biało-czarną koszulkę z logom jakiegoś zespołu przez głowę. Z ledwością powstrzymałam się, by nie syknąć przez zęby. Na jej żebrach widniał ogromny zielono-fioletowy siniak i kilka mniejszych na płaskim brzuchu. - Co ci się stało? - Spytałam szeptem. Gdy zdała sobie sprawę o co pytam szybko założyła beżowy sweterek.
-Na zawodach jedna z dziewczyn niechcący mnie skopała podczas rozgrzewki. - Wytłumaczyła pośpiesznie. Wiedziałam, że kłamie ponieważ jej oczy od razu zgasły, a w kącikach ust zaczaił się niepokój. - Wymusiłam lekki uśmiech, by jej nie wystraszyć.
-Musiała ci nieźle przywalić. - Skomentowałam, odwracając wzrok.
-Myślę, że chciała pozbyć się konkurencji. - Związała czerwone włosy. - Musze lecieć. Do jutra. - Nie czekając na mnie wypadła z szatni, jak oparzona.
-Do jutra. - Wyszeptałam za nią i przebrałam się w codzienne ciuchy. Nie mogłam tego tak zostawić, gdy już miałam dowody na to, że ktoś ją krzywdzi, tyle, że nie miałam pewności, że to jej chłopak. Musiałam dowiedzieć się czegoś więcej. Wyszłam ze szkoły, a czerwona czupryna Em rzuciła mi się od razu w oczy, gdy stała z jakimś chłopakiem na parkingu.  Chłopak górował nad nią dobre dziesięć centymetrów. Był dobrze zbudowany, a na jego głowie malował sie niewysoki czarny irokez. Wyglądał groźnie i gdy jego ręką wylądowała w mocnym uścisku na ramieniu Em nie miałam wątpliwości, że ten sinika to jego sprawka. W jego ruchach kryła się brutalność.

***

Byłem z siebie dumny. Zdobyłem adres Hope i nawet nie musiałem się specjalnie wysilać. Podziałał mój urok osobisty. Wmówiłem sekretarce, że Hope zostawiła telefon na lekcji i z dobrego serca postanowiłem zwrócić jej go, ale nie znałem adresu. Po chwili namawiania ugięła się, ale kazała obiecać, że nikomu więcej go nie podam. Z szerokim uśmiechem wyszedłem z sekretariatu nim zdążyła coś zwęszyć. Wróciłem szybko do domu, wziąłem prysznic i przebrałem się. W drodze do wyjścia zahaczyłem o sypialnie mamy. Wyglądała marnie z rozczochranymi włosami i podpitymi oczami. Na jej szafce nocnej stał kieliszek czerwonego wina.
-Hej mamo.  -Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Hej Dru.
-Wychodzę. Potrzebujesz czegoś? - Pokręciła leniwie głową.
-Wrócisz na kolacje? Mają wpaść znajomi twojego ojca. - Zazgrzytałem zębami. Ojciec wiedział w jakim stanie jest mama i zamiast jej pomóc wolał zapraszać swoich nudnych, sztywnych znajomych na kolacje.
-Nie wiem mamo. Musze zrobić projekt na biologie.
-Och. Mam nadzieje, że się wyrobisz, bo inaczej nie będę miała z kim pożartować. - Mrugnęła do mnie, a ja mimo woli zaśmiałem się cicho.
-Dobrze, postaram się. Pa.
-Baw się dobrze! - Rzuciła za mną ochrypłym głosem, a mi tylko ścisnęło się gardło. Tak bardzo chciałem by wróciła ta kobieta, która mnie wychowała.

Przed domem Hope znalazłem się w dziesięć minut. Jej okolica nie wyglądała na ekskluzywną więc moje audi kiepsko wpasowywało się w otoczenie, ale nie przejmując się tym czy mi zwiną auto wysiadłem z niego i stanąłem przed piętrowym domkiem obitym deskami w odcieniu brudnej bieli. Na niewielki ganek prowadziły drewniane schodki. Wspiąłem się po nich i zapukałem do obdrapanych drzwi. Po kilku chwilach w przejściu pojawiła się jakaś kobieta. Na mój widok uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Dzień dobry. - Wydukałem.
-Dzień dobry. - Wyglądała na dosyć młodą. Ciemno brązowe włosy upięte miała w luźny kok na czubku głowy, Na sobie miała powycieraną czerwoną koszule w kratkę, wsuniętą w czarne spodnie. Wyglądała na zmęczoną życiem. Zdradzały ją podkrążone oczy i skóra pozbawiona blasku, która przybrała już odcień szarości.
-Jest Hope? - Spytałem, a ona wpuściła mnie do środka. - Jej duże niebieskie oczy i spiczasty podbródek zdradzały, że jest spokrewniona z czarnowłosą.
-Tak, a ty kim jesteś?
-Dru - Wyciągnąłem w jej stronę rękę, która lekko uścisnęła. - Mamy do zrobienia projekt na biologie. - Wyjaśniłem.
-Ach! Hope nic nie wspominała,a le to chyba norma. - Uśmiechnęła się i wskazała na schody. - Jest u siebie. - Skinąłem i cicho wbiegłem na górę. Domyśliłem się, że jej pokój znajduję się za drzwiami, zza których dobiegała przyciszona muzyka. Bez pukania wszedłem do pokoju. W międzyczasie nawiedziła mnie wizja nagiej Hope, ale bardzo szybko wyrzuciłem ja z głowy. Na przeciwko wejścia stał niewielki drewniany regalik, wypełniony po brzegi książkami. Obok znajdowało się biurko w tym samy jasnym odcieniu co biblioteczka, na którym stał stary model laptopa, kubeczek z długopisami, stare radio, z którego wydobyła się głos jakiegoś faceta mówiącego: ''I start to forget, how my heart gets torn, when that hurt gets thrown
feeling like you can't go on'' i niewielka ramka ze zdjęcie. Podszedłem do biurka, po drodze potykając się o torbe Hope i cicho klnąc pod nosem. Wziąłem ramkę w dłonie i przyjrzałem się zdjęciu w środku. Na fotografii znajdowały się dwie osoby. Kobieta z czarnymi włosami i olśniewającym uśmiechem trzymająca w ramionach swoją małą kopię. Od razu rozpoznałem Hope i mogłem założyć się, że ta kobieta to jej mama, a więc kim był niebieskooka na dole? Odstawiłem ramkę na miejsce i zacząłem dalej rozglądać się po pokoju. Na ścianie, na której znajdowało się biurko i regalik było niewielkie, uchylone okno, a w rogu stał mały telewizor. Na przeciw okna stało łóżko, zasłane czarno-fioletową pościelą i kilkoma różnokolorowymi jaśkami. Po jednej stronie łóżka stał mały, czarny stolik na kółkach o po drugiej szafka nocna, na której znajdowała się lampka nocna, i kilka świeczek. Między łóżkiem a średniej wielkości, otwartą szafą znajdowały się białe, zamknięte drzwi. Ściany pokoju pomalowane były szampański odcień bieli, a na drewnianej podłodze leżał futrzasty czarny dywanik. Oprócz jaśków i tego jednego zdjęcia w pokoju nie było żadnych innych ozdób. Zastanawiało mnie to czy to dlatego, że Hope ich nie lubiła, czy dlatego, że nie czuła się tu jak u siebie. W chwili, gdy skończyła się piosenka, drzwi otworzyły się, a w nich stanęła Hope, owinięta w biały ręcznik, ze szczoteczką w usta i biała pianą wokół nich. Na mój widok stanęła w pół kroku.
-Co ty tu robisz? - Wybełkotała. Uśmiechnąłem się szeroko i oparłem się o biurko.
-Mamy do zrobienia projekt  z biologii, pamiętasz?
-Mogłeś mnie uprzedzić!
-Wtedy nie było by całej tej zabawy. Sama kazałaś mi zdobyć adres, a więc jestem. - Mrugnąłem do niej i przeniosłem się na łóżko, rozłożyłem się wygodnie i posłałem jej swój najbardziej olśniewający uśmiech. - Idź dokończ... To co robiłaś - Otaksowałem ją wzrokiem wcale tego nie ukrywając.- A ja poczekam.- Widziałem jaka jest wściekła, ale to tylko bardziej mnie bawiło. Obróciła się na pięcie, wróciła do łazienki i zatrzasnęła za sobą drzwi.

piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 7


''You're the perfect melody,
The only harmony
I wanna hear.
You're my favorite part of me,
With you standing next to me,
I've got nothing to fear.

Without you, I feel broke.
Like I'm half of a whole.
Without you, I've got no hand to hold.
Without you, I feel torn.
Like a sail in a storm.
Without you, I'm just a sad song.''


-O czym tak myślisz? - Głos Ruby oderwał mnie od Hope. Od lekcji biologi myślę tylko o tym, jak zdobyć jej adres. Wpadłem na pomysł, by uwieść całkiem ładną sekretarkę, ale nie wiem czy to wyjdzie, a planu awaryjnego nie miałem i wkurzało mnie to. Bardzo. Musiałem go zdobyć. Byłem pewien, że jak go nie zdobędę nigdy więcej nie zbliżę się do Hope. Ta myśl sprawiała, że czułem desperacje i smutek. Kurwa, kurwa! Dru ogarnij się, tu obok ciebie siedzi twoja dziewczyna do kurwy nędzy i pewnie czeka aż dobierzesz się do jej majtek. Niech to szlag!
-O niczym ważnym. - Mrugnąłem do niej, uśmiechając się  półgębkiem. Jej ręka wylądowała na moim udzie i zaczęła delikatnie masować moją nogę, a ja mogłem myśleć tylko o granatowych oczach Hope. Jestem draniem. Oj tak. - Jak na zajęciach z tańca? - Spytałem, zerkając w jej stronę. Wydawała się być trochę zirytowana, ale nie przerywała swojego niewinnego masażu.
-Okey. Prawdopodobnie wystartujemy z naszą grupą w mistrzostwach świata w hip-hopie. - Szepnęła, nachylając się w moją stronę.
-Gratuluje. - Musnęła ustami, moją szyje. Zadrżałem pod jej pocałunkiem, a ona uznała to za zachętę. Wpakowała mi się na kolana, cały czas trzymając dłoń na moim udzie i wędrowała nią coraz wyżej.
-Ostatnio mało czasu ze sobą spędzamy. - Mruknęła, a jej słodki oddech owiał moja twarz.
-Przecież ostatnio to sobie wyjaśnialiśmy. - Powiedziałem, czując narastająca frustracje. Znowu chciała się kłócić?
-Nie o to mi chodzi... - Jej dłoń dotarła do moje krocza, a jej brwi powędrowały do góry. - Rozumiesz? - Ach! Doskonale rozumiałem o co chodzi, szczególnie, gdy jej palce zaczęły zaciskać się między moimi nogami.
-Jesteś zapracowana. - Wydyszałem z trudem łapiąc oddech.
-Wiem, ale nawet gdy jestem u ciebie, czy ty u mnie to się nie kochamy. - Odsunęła rękę ,a  z moich ust wyrwał się jęk rozczarowania i spojrzała na mnie srogo. - Czy ja w ogóle jeszcze cię pociągam?
-Oczywiście! - Uśmiechnąłem się przekonująco i pocałowałem ją w usta. Może to był dobry sposób by na chwilę wyrzucić z głowy Hope? - Nadal jesteś cudowna. - Jęknęła z aprobatą i przylgnęła do mnie całym ciałem. Wsunąłem ręce pod jej koszulkę i zacząłem gładzić nagą skórę, gdy ona majstrowała przy moim rozporku.
-Powiedz, że mnie kochasz. - Mruknęła.
-Kocham cie. - Szepnąłem, automatycznie, ale wiedziałem, że później będę żałował tego, że ją okłamałem.

***

-Mówiłam, że będzie przyjemnie. - Skwitowała Emily, wyjadając małą plastikową łyżeczką limonkowe lody z wafelka. 
-I miałaś racje. - Przytaknęłam jej, ładując do buzi, kolejną porcje sorbetu z mango. Kto by pomyślał, że bezalkoholowe wyjścia na miasto mogą być takie fajne. 
-No więc co cie łączy z Evansem? - Spojrzałam na nią pytająco, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
-Z kim? - Uśmiechnęła się szeroko.
-Z Dru Evansem. - Gdy wypowiedziała jego imię od razu mnie olśniło.
-A co ma mnie z nim łączyć? - Spytałam, marszcząc brwi.
-Nic nie wiesz? - Zaciekawiła mnie tym, więc odłożyłam łyżeczkę i spojrzałam na nią zaintrygowana.
-O czym? Mów jaśniej.
-Po całej szkole chodzą o was ploty. 
-Mamy ze sobą tylko biologię.
-To wystarczy, a po za tym widziałam, jak na ciebie patrzy na korytarzu. Ludzie potrafią układać niezłe historyjki wiesz? - Byłam zszokowana, o czym ona bredziła?
-Jakie historyjki? Myślałam, że jestem raczej anonimowa w tej cholernej szkole. -Em zaśmiała się radośnie i puściła mi oczko.
-Nigdy nie będziesz anonimowa, gdy rozmawiasz z takim chłopakiem.
-Jak dla mnie nie ma w nim nic wyjątkowego. - To nie była prawda. On i Em byli na swój sposób wyjątkowi, w końcu jakoś z nimi rozmawiam i to nie o narkotycznych, seksie czy alkoholu.
-Ach, dziewczynino gdzie ty żyjesz?! Dru to najbardziej popularny chłopak w naszej szkole. Dziewczynom na jego widok majtki od razu robią się mokre. Chodzi z seksbombą, jedną z lepszych tancerek w naszym wieku, jego rodzice są mega bogaci. Ojciec jest jakimś politykiem, a matka przynajmniej kiedyś strasznie udzielała się charytatywnie. Miał brata, ale ten umarł, tyle że nikt nie wie z jakiego powodu.Doskonale zatuszowali przyczynę jego śmierci, by uniknąć skandalu. A ty tak po prostu sobie z nim gadasz na beznadziejnej lekcji biologi nic o nim nie wiedząc, a wszyscy sądzą, że masz z nim romans i obstawiają zakłady kiedy Ruby się o tym dowie.- Powiedziała to wszystko na jednym wdechu, a moja szczęka opadła niemal do samej ziemi. - Czemu tak na mnie patrzysz? Serio niczego się nie domyślałaś, albo nie słyszałaś na jego temat choć jedne plotki? - Na moje policzki wkradł się niewielki rumieniec.
-Oprócz z tobą nie gadam z nikim więcej z tej budy. - Uśmiechnęła się pobłażliwie.
-Och malutka, ty naprawdę żyjesz w swoim świecie. - Roześmiałam się i wzruszyłam ramionami.
-Nie przepadam za ludźmi. - Wyjaśniłam, a ona tylko kiwnęła głowa.
-No więc, to prawda? Romansujecie ze sobą? - Jej oczy błyszczały z podniecenia.
-No co ty! Chodzę do tej szkoły zaledwie tydzień! - Krzyknęłam oburzona. - Przyczepił się do mnie, bo zajęłam jego miejsce, a potem babka przydzieliła nam projekt, nic więcej. 
-Serio? Słyszałam od jakieś laski, że na lekcji ledwo powstrzymujecie się, żeby na siebie się nie rzucić.- Wybuchnęłam śmiechem.
-Tak czasem powstrzymuje się żeby się na niego nie rzucić, ale tylko po to by mu przywalić.- Wywróciła oczami i zaczęła ponownie jeść lody.
-A już miałam nadzieje. - Rzuciłam w nią chusteczką.- Te ploteczki.
-Nie interesuje się nim.
-Jeszcze.
-Skoro ma tak bogatych rodziców, czemu chodzi do tej budy zamiast do jakiejś wyrafinowanej prywatnej szkoły? - Lekko wzruszyła ramionami.
-Nie wiem, przeniósł się tu rok temu, po śmierci barta. - Dru zaczął wydawał mi się coraz bardziej interesujący, ale nigdy nie przyznam tego na głos. W głębi duszy miałam nadzieje, że uda mu się zdobyć mój adres. Wtedy miałabym pretekst by z nim rozmawiać. - No dobra, a teraz pogadajmy o tobie. - Podniosłam na nią wzrok i zacisnęłam usta w wąską kreskę. Tego bałam się najbardziej.
-Nie jestem ciekawą osobą.
-Jasne. To dlaczego pobiłaś kogoś i za to wyleciałaś z poprzedniej szkoły, co? - Chciałam odpyskować w jakiś sposób na przykład dlaczego boi się swojego chłopaka, ale ugryzłam się w język. Nie chciałam jej ranić. Pierwszy raz w życiu tak bardzo polubiłam, jakąś dziewczynę i chyba byłam gotowa jej zaufać.
-Nie lubię o tym mówić. - Szepnęłam.
-W ogóle nie lubisz mówić o sobie co? Nie wydajesz się nieśmiała, wręcz przeciwnie, ale jeżeli chodzi o bliższe kontakty między ludzkie to kompletnie się zamykasz. Zauważyłam cie od razu, jak przyszłaś do naszej szkoły. Tak bardzo wyróżniałaś się od tych wszystkich pustych lalek. W głębi od razu cie polubiłam, tyle że do nikogo się nie odzywałaś. Najpierw pomyślałam, że jesteś nieśmiała, ale zaraz to skreśliłam. Zawsze chodziłaś z podniesioną głową i pewność siebie w sumie z ciebie emanuje. Przynajmniej na pozór. Potem pomyślałam, że po prostu uważasz się za lepszą, póki nie uderzyłaś tej laski piłką na wuefie i do mnie nie zagadałaś. Jesteś po prostu inna i chyba jesteś najfajniejszą dziewczyną, jaką dotąd poznałam, Hope. Ciężko mi cie rozszyfrować. - Wpatrywałam się w nią wielkimi oczami, czując narastający strach.
-Wcale nie jestem fajną dziewczyną Em. Jestem najgorszym towarzystwem na jakie mogłaś wpaść. - Mój głos brzmiał rozpaczliwie. Zaczęłam się znów nienawidzić.
-Nie wydaje mi się Hope. Myślę, że masz za sobą ciężką przeszłość, która cie ukształtowała na człowieka, którym teraz jesteś.  Nie musisz mi jej całej zdradzać, ale szczyptą nie pogardzę. - Uśmiechnęła się przyjaźnie i wpakowała do ust kolejną łyżeczkę lodów. Westchnęłam. Miała mnie za dobrego człowieka. Nawet nie wiedziała, jak się myli.
-Okey, opowiem ci, ale ty też musisz mi coś zdradzić. - Oznajmiłam. Skinęła głowa nic nie mówiąc. - No dobra - Poprawiłam się na fotelu i wzięłam głęboki oddech.  - Ta laska to była największa suka w całej szkole. Wkurzało mnie nawet stanie obok niej. Nie wiem, jakim cudem, ale dowiedziała się trochę za dużo o mojej przeszłości. Chodziłam do tej szkoły zaledwie trzy miesiące a ta dziewczyna wiedziała o mnie praktycznie wszystko. Nie było mi to na rękę. Pewnego dnia doszło między nami do spięcia o błahostkę, która przerodziła się w prawdziwą awanturę.Laska zaczęła przy wszystkich opowiadać historyjki z mojej przeszłości , które w połowie były fałszywe, co tylko bardziej mnie wzburzyło. Zaczęłam ją wyzywać, a gdy to nie podziałało, powiedziałam, że przespałam się z jej chłopakiem, co było prawdą. Chłopak nie zaprzeczył . chyba podobała mu się ta awantura między nami. Ona rzuciła się na mnie, jak zwierzę. Będę szczera i powiem, że nie radzę sobie z agresją i złością, więc od razu powaliłam ją na ziemie i zaczęłam okładać pięściami. Byłam tak cholernie zła, że dziewczyna wylądowała w szpitalu ze złamanym nosem i wstrząśnieniem mózgu. Oczywiście jej rodzice chcieli mnie udupić i tak dalej, ale gdy wyszło, że to ona rzuciła się na mnie pierwsza to się wycofali. Dyrektor stwierdził, że żeby nie marnować mi przyszłość nie wezwie policji tylko wywali mnie ze szkoły. To, że to ona zaczęła uratowało mnie przed poprawczakiem. - Skończyłam lekko wzburzona na to wspomnienie.
-Wow. Wiedziałam, że jesteś niezłym ziółkiem.
-Sprowokowała mnie.
-Wierzę ci. - Uśmiechnęła się słodko. - I cieszę się, że mi zaufałaś. Co chcesz wiedzieć o mnie? - Wpatrywałam się w nią z ulgą i odwzajemniłam uśmiech.
-Na razie nic. - Wolałam poczekać, aż potwierdzą się moje podejrzenia o tym, że w jej związku jest coś nie tak. Nie chciałam wyjść na idiotkę lub stawiać ją w niekomfortowej sytuacji, w której będzie mogła zaprzeczyć. Lepiej mieć niepodważalne dowody, po to by potem jej pomóc. Jeżeli tylko będzie chciała. - Chyba, że sama chcesz coś powiedzieć. - Jej oczy zgasły.
-Myślę, że poczekam na twoje pytania. - Mrugnęła do mnie i wstała. - Pora się zbierać.
-Myślę, że to dobry pomysł. - Wstałam od stolika i zarzuciłam torbę na ramię.
-Zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami. - Oznajmiła, olśniewając mnie cudownym serdecznym uśmiechem. Podobały mi się jej słowa. Chyba potrzebowałam takiej przyjaciółki..
-Mam nadzieje. - Szepnęłam, ale chyba bardziej do siebie niż do niej.

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 6



''Job well done
Standing ovation
Yeah you got what you wanted
I guess you won
And I don’t wanna hear
They don’t know you like I do
Even I coulda told you 
That now we’re done
'Cause you,
Play me like a symphony
Play me till your fingers bleed
I’m your greatest masterpiece 
You ruin me
Later when the curtains drawn
And no ones there for you back home
Don’t cry to me you played me wrong 
You ruin me''

W chwili, w której otworzyłam oczy, poczułam się jak wrak. Wrak człowieka. Bolała mnie każda część ciała, jakbym wpadła pod koła ciężarówki. Leżałam opatulona ciepłą pościelą, wpatrywałam się w biały, lekko pożółkły sufit, starając sobie przypomnieć jaki mamy dziś dzień i co ostatnio się wydarzyło. Co spowodowało, że czułam się tak, jak się czułam. Przymknęłam powieki, a mój umysł zaczęły zalewać wspomnienia...
To ja się kręcę czy to świat wiruje? Chciało mi się śmiać. Tak bardzo, że ledwo powstrzymywałam się idąc slalomem oświetlonymi ulicami. Mimo że na zegarku minęła czwarta wciąż mijali mnie przechodnie, posyłając mi krzywe spojrzenia.  W ustach poczułam kwaśny smak. Nieprzyjemny smak. Oparłam się rękoma o ścianę pobliskiego budynku i zwymiotowałam całą zawartość swojego żołądka. Połowa trafiła na moje buty. Chryste...
Zamrugałam kilka razy będąc na siebie wściekła. To były moje ulubione buty. Na tę myśl skrzywiłam się i poczułam niesamowity, rozrywający ból w wardze i żuchwie, a wtedy przyszło kojne wspomnienie.
-Ona nie może z nami mieszkać! Robi z siebie dziwkę i nic więcej. - Z kuchni dotarł do mnie rozgniewany głos Luisa. Pół przytomna stanęłam przy drzwiach, nasłuchując.
-A ty Luis? Co ty do jasnej cholery robisz prócz siedzenia na tej pieprzonej kanapie i chlania piwska? No powiedz mi! - Rose rzadko krzyczała, ale podobało mi się to, że krzyczy akurat na Luisa. Należało mu się.
-Utrzymuje ten cholerny dom! - Z ust Rose wymsknął się kpiący śmiech.
-To ja wciąż zapierdalam od rana do nocy. Pieniędzy z twoich rąk nigdy nie dostałam!
-Zamknij się Rose. Ona ma stąd zniknąć.
-Nie wywalę z mojego domu Hope. To córka mojej siostry. Kocham ją tak samo, jak kochała ją Mery. - Luis prychnął. Tylko on potrafił prychać w tak bezczelny sposób. Moje serce zmiękczyło się od słów Rose. Wiedziałam, że potrafię ją tylko rozczarowywać, a ona mimo to mnie kochała. Mój Boże.
-Nie obchodzi mnie to. Nie chce jej tu widzieć.
-Nie Luis. Ona będzie tu mieszkać. Jak chcesz możesz się wyprowadzić. Hope zostaje! - Chwila ciszy, a potem coś roztłukło się o podłogę. Nie czekając na więcej weszłam do kuchni. Rose stała twarzą do mnie. Luis przyciskał ją do szafki, mocno ściskając jej policzki. W oczach Rose widziałam łzy, ale ani odrobiny strachu.
-Puść ją! - Warknęłam. 
-Hope - Wymamrotała Rose, ale Luis ścisnął jej usta, powstrzymują ją od dalszego mówienia. Skurwiel.
-Puść ją kurwa. - Powtórzyłam ostrzej, ledwo trzymając się na nogach.
-Wypierdalaj!- Krzyknął. Krew się we mnie zagotowała . Niewiele myśląc, chwyciłam go za ramię i odciągnęłam od ciotki. Na jego twarzy rysował się ogromny gniew. Odwrócił się w moją stronę i wymierzył mi cios prosto w twarz. Nie miałam tyle siły by ustać na nogach, więc runęłam z głuchym łoskotem na kuchenne linoleum. Nim kompletnie mnie zamroczyło, błysnęły mi oczy Rose, w których malowała się rozpacz. To przypomniało mi o mamie...


***

-Czemu nie możesz na mnie spojrzeć?! Brzydzę cie? Wolisz te dziwki z ulicy? No powiedz Luke. Proszęę... -Łkanie mamy sprawiało, że bolało mnie serduszko. Nie mogłam już oglądać bajek, nie mogłam oderwać oczu od rozgrywającej się sceny tuż obok. Często tak było. Płacz, krzyki, trzaskanie drzwiami. Taki był schemat życia Tranerów. Wiedziałam, że większość z tego omija mnie, gdy jestem w szkole, bądź, gdy mama zostawia mnie u sąsiadki z naprzeciwka. Lubię panią Martin, ale wole przebywać z mamusią. Nawet, gdy płacze. Byłam zbyt mała by zrozumieć o co rodzice się kłócą, ale wiedziałam, że mama płacze przez tatusia.  Z każdym dniem coraz mniej lubiłam tatusia.
-Zamknij się Mery i daj mi wyjść.
-Nie. Gdzie chcesz pójść? Czemu chcesz żebym znów została sama. Czemu mnie już nie kochasz? - W oczach mamusi malowało się coś dziwnego. Chyba nie znam na to jeszcze słówka, ale to jest większego niż smutek. Mama trzyma tatę za ręce. Mocno. Nie chce go puścić w stronę drzwi, ale ja chce by poszedł. Chce by znów było cicho.
-Boże Mery spójrz na siebie! Co ty z siebie robisz?! - Tata wyrywa się mamie, zaczyna ją szarpać, a ona coraz mocniej płacze. Wstaje z kanapy i idę w ich stronę. Łapię mamusie za nogę.
-Mamusiu przestań. - Szepczę.
-Odejdź Hope.- Warknął tatuś, ale ja nie puszczam mamy, a mamusia nie puszcza taty. - Cholera! - Tata wyrywa jedną rękę i uderza mamę w twarz. Często tak robi. Mamusia chwieje się, wyrywa mi się jej noga i lecę do tyłu. Z głośnym krzykiem upadam na ziemie i uderzam w coś główką... W oczach mamy widzę rozpacz. Tak... Tak to się chyba nazywa.

***

Było mi niedobrze. Z jękiem zerwałam się z łóżka i dopadłam sedesu. Wstrząsały mną torsje, ale z moich ust wydobywała się tylko woda. Gdy mdłości się skończył podniosłam się do góry i spojrzałam w lustro nad umywalką. Moja dolna warga była rozwalona. Zastygła krew zabrała się w kąciku moich ust. Na żuchwie malował się ogromny sino-fioletowy siniak. Ładnie mi przyłożył. Wróciłam do sypialni i zaczęłam szukać telefonu. Znalazłam go pod łóżkiem. Ciekawe co tam robił? Spojrzałam na wyświetlacz i jęknęłam. Była niedziela. Umknęły mi dwa dni. Przejrzałam wysłane SMS-y. Znajdowały się tam wiadomości wysłane o piątej nad ranem w piątek do Scotta. Mogę tylko domyślać się co się działo, gdy pozbierałam się z podłogi. Poszłam z powrotem do łazienki, wzięłam szybką kąpiel, umyłam zęby i związałam włosy. Włożyłam znoszone dresy i czarną koszulkę i zeszłam na dół. Przy stole w kuchni siedziała Rose. Z parującym kubkiem czytała gazetę. Gdy weszłam do środka podniosła wzrok i spojrzała na mnie z troską.
-Jak się czujesz? - Spytała i wstała. Wzruszyłam ramionami. - Zrobić ci kakao? - Mimo woli uśmiechnęłam się lekko i usiadłam na jej wcześniejszym miejscu.
-Chętnie. Gdzie Luis? - Wyjęła mleko z lodówki i wlała do kubka.
-Wyrzuciłam go. - Szepnęła i zasypała mleko trzema łyżkami kakao, wymieszała i wstawiła do mikrofali. 
-Naprawdę? - Spojrzałam na nią niedowierzająco. Odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła się.
-Tak. - Przełknęłam głośno ślinę.
-Czy jak powiem, że się cieszę wyjdę na chamską?
-Nie - Gdy mikrofala zapikała, wyjęła klubek i postawiła go przede mną,  a następni usiadła na krześle obok. - Bo ja też się cieszę. - Upiłam łyk i uśmiechnęłam się szeroko.
-Pyszne.
***
Gdy Hope nie przyszła w piątek do szkoły poczułem dziwny niepokój. Przez cały weekend zastanawiałem się czy wszystko z nią w porządku, ale gdy zobaczyłem ją dziś w szkole wiedziałem, że nie. Weszła do klasy z uniesioną głową. Nie przejmowała się nachalnymi spojrzeniami dzieciaków z klasy. Jej twarz wyglądała paskudnie. Rozcięta warga i siniak na pół szczęki raził mnie w oczy. Nie wiem dlaczego, ale poczułem chęć zabicia tego kto jej to zrobił. Usiadła obok mnie, a mnie owiał jej owocowy zapach.
-Co ci się stało? - Spytałem szeptem, pochylając się w jej stronę. Nie wiem czy robiła to świadomie czy nie, ale odsunęła się ode mnie, jakbym ją parzył.
-Nie twoja sprawa. - Warknęła.
-Ale chce wiedzieć.- Nalegałem. Spojrzała mi w oczy z taką wrogością, że normalnie pewnie bym się przestraszył, teraz jednak chciałem tylko wiedzieć kto to zrobił.
-Nie zostaniemy przyjaciółmi. - Wyjaśniła chłodno, odwracając spojrzenie.
-Czemu? - Mój głos brzmiał na zaskoczony. Przekląłem się za to w duchu. 
-Bo nie mam ochoty cie poznawać.
-Będziesz musiała.- Zaśmiała się i znów na mnie spojrzała.
-Niby dlaczego?
-Bo mamy razem do zrobienia projekt z biologi. - Zacisnęła usta i wzięła głęboki oddech.
-Mi na tym nie zależy.- Zastanawiało mnie czy mówi o projekcie czy o naszej przyjaźni.
-Ale mi tak... - Szepnąłem.
-To twój problem Dru. - Pierwszy raz wymówiła moje imię. Podobało mi się to w jaki sposób układały się jej usta, gdy je wymawiała. Boże... Wziąłem kilka głębokich wdechów. Miałem dziewczynę. Ruby. Nie mogłem w ten sposób myśleć o Hope. 
-Czemu tak bardzo zależy ci na tym by trzymać mnie z daleka? - Jej ramiona nieznacznie się spięły. To musiało coś znaczyć. Odwróciła głowę w moją stronę. Jej wzrok najpierw powędrował w dół, a potem powoli przesuwał się w górę. Czułem się trochę nieswojo, jakby potrafiła przejrzeć moją duszę. Gdy dotarła do oczu, uśmiechnęła się lekko.
-Bo w końcu będziesz chciał czegoś więcej. - Szepnęła to w taki sposób, jakby wiedziała, że ostatnio często o niej myślę.
-Mam dziewczynę. - Parsknęła trochę za głośno i kilka przypadkowych spojrzeń skierowało się w naszą stronę.
-Jakby to miało cie jakoś powstrzymać. - Mrugnęła do mnie i skupiła się na tym co tłumaczyła nauczycielka. Jezu Chryste! Ta dziewczyna sprawiała, że czułem się coraz mniej pewnie, a to sprawiało, że chciałem by role się odwróciły.
-Kiedy chcesz się spotkać, by omówić nasz projekt? - Kąciki jej ust powędrowały do góry.
-Gdy zdobędziesz mój adres. - Mimo woli uśmiechnąłem się szeroko. Chyba lubiła się mną bawić. Zagryzłem wargę i zacząłem obmyślać plan. Musiał być jakiś sposób by zyskać jej adres w miarę legalnie.

***

Ta gra była niebezpieczna. Zdawałam sobie z tego sprawę. Z każdym dniem ten chłopak będzie chciał więcej, a ja nie chce zdradzać mu swoich sekretów, a ni dzielić się swoją przeszłością, a każdy w końcu tego wymaga, a mimo to nie mogłam się powstrzymać. Cholera, coś mnie do niego ciągnęło. Czułam, że on też ma coś do ukrycia.
-Co ci się stało? - Głos Emily wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałam na nią i machnęłam lekceważąco ręką.
-Mała rodzinna sprzeczka. - Wytłumaczyłam. W jej oczach zauważyłam zrozumienie, jakby zbyt dobrze wiedziała co mam na myśli, a to mi się wcale nie podobało.
-Okey, nie będę cie zmuszać do mówienia - Puściła mi oczko. - Fajnie się bawiłam w czwartek.
-Ja też. Może kiedyś to powtórzymy? - Uśmiechnęła się szeroko, ale jej uśmiech nie dotarł do oczu.
-Chętnie.  A może dziś spróbujemy czegoś spokojniejszego? - Spojrzałam na nią pytająco.
-Co masz na myśli?
-Na przykład lody po lekcjach? - Zatrzymałam się w pół kroku i zamyśliłam nad tymi słowami.
-Nigdy nie byłam z koleżanką na lodach.- Wyznałam cicho. Przystanęła przy mnie, ale nie wydawała się zaskoczona, ale ja poczułam smutek i rozczarowanie. Rozczarowanie sobą. Dlaczego nigdy nie pozwoliłam nikomu się do mnie zbliżyć na tyle by pójść na głupie lody?
-Nie przejmuj się. To całkiem przyjemne. - Uśmiechnęła się pocieszająco i weszła do przebieralni dla dziewczyn. Polubiłam ją. Naprawdę ją polubiłam. Cholera co się ze mną dzieje? Gdzie jest stara Hope?


niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 5



''This is not a dream that I'm living
This is just a world of Your own
You took me from all that I knew
Shown me how it feels to hope
With You with me, facing tomorrow together
I can learn to fly
Feels like I'm living in a lion's mouth, but the lion is (an angel)''

Byłam zła! Wkurzona, wkurwiona, zirytowana i... Chyba tyle. Wiedziałam, że nie powinnam się w ogóle do niego odzywać. Zawsze źle wychodzi gadanie z takimi chłopakami, ale poczułam, że chce, żeby wiedział, jak mam na imię. To było głupie, ale nie mogłam się powstrzymać, a teraz będę musiała robić z nim jakieś pieprzone doświadczenie. Boże! Jestem prawdziwą kretynka. Po co w ogóle się odzywałam? Po co? Teraz będę miała go na głowie, a nie chce by się do mnie zbliżał. Wydaje się być miły, a tacy są najgorsi. Myślą, że mogą wszystkich uratować, a na mnie jest już za późno....
Nigdy specjalnie nie lubiłam wuefu. Moja koordynacja ruchowa była żałosna, a po za tym nigdy nie mogłam zgrać się z innymi, dlatego zawsze stałam gdzieś z tyłu i biernie obserwowałam grę. Tak było i tym razem. Graliśmy w siatkę, więc wycofałam się i stałam z boku, próbując unikać piłki, ale i tak w końcu wylądowała w moich rękach. Miałam serwować. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich ze swojej drużyny. Błagali mnie wzrokiem, bym uderzyła w piłkę i zdobyła dla nas punkt. Nawet nie wiedzieli, że w moim wykonaniu to będzie naprawdę trudne. Mój wzrok przykuły trzy blondynki po drugiej stronie boiska. Były to typowe tapeciary. Nienawidziłam takich lasek. Koło nich przebiegała własnie niska, czerwonowłosa dziewczyna. Truchtem biegała wokół boiska, ze słuchawkami w uszach. Jedna z blondynek podstawiła jej nogę i czerwonowłosa upadła na kolana, wypuszczając z reki telefon, z którego słuchała muzyki. Komórka rozpadła się na cześć, a ona sama zaplątała się w kabel od słuchawek. Tapeciary zaczęły się wrednie chichotać i nabijać z dziewczyny. Krew zaczęła się we mnie gotować. Nim zdążyłam pomyśleć, rzuciłam trzymaną w reku piłkę i trafiłam nią wprost w głowę jednej z blondynek. W tą, która wydawała się być liderką grupy, w tą która podstawiła nogę. Blondynka odwróciła się na pięcie w moją stronę i zmierzyła mnie wściekłym wzrokiem. Wydała z siebie przedziwny dźwięk i podeszła do mnie. W jej oczach malował się istny gniew, ale mnie to nie ruszało. Nawet fakt, że była dwa razy większa ode mnie nie sprawił, że poczułam choć odrobinę strachu. Mierzyłam się z gorszymi przeciwnikami.
-Co ty kurwa robisz? - Wysyczała przez zaciśnięte zęby. - Chcesz się doigrać mała? - Zachichotałam.
-Spróbuj. Choć pewnie moja pieść utknie w tej tonie tapety. - Zaszydziłam, wyzywając ją do walki. - Wszyscy wokół obserwowali nas, a na moje słowa wybuchnęli śmiechem. Tapeciara, zawrzała z gniewu. W chwili, gdy podnosiła na mnie rękę, wuefista wykrzyczała jej imię.
-Chloe! Co ty wyprawisz? - Blondynka zacisnęła szczękę jeszcze mocniej i odwróciła się w stronę nauczycielki.
-Tylko rozmawiamy. - Wytłumaczyła ze sztucznym uśmiechem.
-Jasne. Dla rozluźnienia zrób kilka kółeczek. - Chloe tylko kiwnęła i zaczęła biegać. Miałam ochotę się roześmiać, ale powstrzymałam się. I tak wystarczająco ją upokorzyłam. Podeszłam do czerwonowłosej, która zdążyła się już pozbierać.
-Wszystko okey? - Spytałam, stając naprzeciw niej. Normalnie jestem aspołeczna, ale ona wydawała się być równie niedostępna jak ja.
-Nie musiałaś tego robić.- Szepnęła. Uśmiechnęłam się.
-Wiem, ale chciałam.
-Teraz nie da ci spokoju.
-Nie boje się takich, jak ona.
-Powinnaś. - Mrugnęłam do niej, ale nie przejęłam się jej słowami.
-Nie martw się o mnie. - Kiwnęła lekko głową, rozumiejąc.
-Jestem Emily.
-Hope.
-Jesteś nowa?
-Tak. - Uciekła wzrokiem, jakby się mnie obwiała.  - Chciałabyś wyskoczyć ze mną dziś wieczorem na piwo? - Spytałam nim zdążyłam ugryźć się w język. Poczułam do niej sympatie. Co się ze mną dzieje? Od kiedy jestem taka otwarta na ludzi?
-Jesteś pewna? Nie jestem zbyt dobry towarzystwem do zabawy.
-Myślę, że mi wystarczysz. - Uśmiechnęła się do mnie nieśmiało.
-W takim razie chętnie.

Po lekcji wymieniłyśmy się z Emily numerami i umówiłyśmy się o dziewiątej na mieście. Chyba przyda mi się jakaś przyjaciółka w tej szkole. W ogóle jakakolwiek. Przed szkołą stał Scott. Zdziwił mnie jego widok bo się nie umawialiśmy, ale także się ucieszyłam. Podbiegłam do niego i pocałowałam go w usta.
-Cześć piękna.
-Hej. Co ty tu robisz? - Spytała, oplatając ręce na jego szyi.
-Po prostu chciałem cie zobaczyć. Nie cieszysz się?
-Oczywiście, że się cieszę. - Uśmiechałam się szeroko.
-Kto to?- Ton głosu Scotta zmienił się na bardziej poważny. - Obejrzałam sie za siebie, a moim oczami ukazał się Dru. Przypatrywał się nam w zaciekawieniu. Posłałam mu srogie spojrzenie, ale nie odwrócił wzroku.
-Będę musiała zrobić z nim jakiś powalony projekt na biologie.
-Dziwnie na ciebie patrzy. - Zaśmiałam się i znów spojrzałam na Dru. Wciąż się w nas wpatrywał bez żadnego zażenowania, że go na tym przyłapałam.
-Zdaje ci się. - Odparłam, choć faktycznie miałam wrażenie, ze jego wzrok jest dziwny. Patrzył się na Scotta tak jakby go znał, a na mnie tak jakby chciał ze mną pogadać. Miałam zamiar go zignorować. -Idziemy?
-Jasne. - Uśmiechnął się i otworzył mi drzwi do swojego czarnego jeepa. - Wskakuj mała.

-Nie wierzę. Ty wychodzisz z jakąś dziewczyną na miasto? Od kiedy to masz jakieś koleżanki? - Scott wydawał się być autentycznie zdziwiony. A to świadczyło o tym, że naprawdę jestem zacofana społecznie. Skarciłam go wzrokiem i ściągnęłam swój sweter i bluzkę, którą miałam pod nim. Stając bez stanika, szukałam w szafie, czegoś nadającego się na dzisiejszy wieczór.
-Od dziś. Wydawała się być miła, więc postanowiłam ją zaprosić.
-O cholera! I to jeszcze ty ją zaprosiłaś. Kim jesteś i co zrobiłaś z moją Hope?
-Oj nie przesadzaj! - Warknęłam i wyjęłam z szafy dłuższą koszulkę z nadrukiem białej czaszki, zwykłą czarną bluzkę na długi rękaw i czarne leginsy z dziurami. Ubrałam się szybko i spojrzałam na Scotta. Leżał wyciągnięty na moim łóżku, obserwując mnie. - I jak? - Zrobiłam obrót wokół własnej osi.
-Jak zwykle ładnie.- Wywróciłam oczami i weszłam do łazienki. Poprawiłam oczy czarna kredką i zburzyłam trochę włosy. - Gdzie sie wybieracie?
-Ona zaproponowała jakiś klub. Nie znam go.- Wytłumaczyłam i wróciłam do pokoju.  - Masz coś przy sobie? - Spytałam, siadając obok niego.
-Może.
-Może? - Moje brwi powędrowały do góry.
-Koka? Skończyły ci się już ecstazy? - Pokręciłam przecząco głową.
-Nie, ale chce coś mocniejszego. - Westchnął ciężko i z wyciągnął plastikową torebeczkę wypełnioną białym proszkiem. Podał mi ją, a ja przyciągnęłam do siebie, swój mały czarny stolik.
-Dzięki. - Rozsypałam proszek na blacie i uformowałam dwie kreski. Podeszłam do biurka i wyciągnęłam z szuflady pieniądze.  -Tym razem płace.- Powiedziałam i podałam mu hajs. - Wciągasz ze mną?
-Dziś podziękuje.

Usiałyśmy przy barze i obie zamówiłyśmy wódkę z sokiem ananasowym. Emily umalowana i w czarnej obcisłej sukience już nie wyglądała, jak szara myszka.
-Masz ładne ciało. Co trenujesz?- Spytałam, upijając łyk drinka przez żółta słomkę.
-Pływam - Przyznała, ale bez większego entuzjazmu. - W tamtym roku zajęłam drugie miejsce w mistrzostwach kraju w stylu dowolnym.
-Wow. Nieźle, ale nie wyglądasz jakby cie to cieszyło. - Spuściła wzrok.
-Po prostu jestem już zmęczona. Przestało to być dla mnie przyjemnością.
-To czemu wciąż to robisz? - Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko.
-Moi rodzice są bardzo wymagający. Zawsze byli i wytresowali mnie na wzorową córeczkę.
-A ty boisz się zbuntować? - Wywnioskowałam.
-Niestety. - Westchnęła i na raz wypiła połowę drinka.
-Kiedyś. Zapewne niedługo wybuchniesz i wszystkim pokarzesz co naprawdę czujesz. - Prychnęła.
-Nie wiem czy mnie na to stać. - Mrugnęłam do niej przyjaźnie.
-Jestem pewna, że tak. - Uśmiechnęła się.
-Czemu teraz tu chodzisz do szkoły? - Standardowe pytanie. Zaśmiałam się i opróżniłam szklankę do końca i zamówiłam następnego drinka.
-Wywalili mnie za poprzedniej. - Jej oczy rozszerzyły się odrobinę.
-Dlaczego?
-Za pobicie. - Wydawała się być zszokowana. -Ale nie chce o tym gadać. Potańczymy? - Dopiła drinka i bez dalszych pytań poszła ze mną na parkiet.

Mimo że Emily wydaje się być nieśmiałą dziewczyną, na parkiecie w żaden sposób tego nie okazywała. Najwidoczniej dobrze czuła się w swoim ciele, którym tak na marginesie naprawdę dobrze ruszała. Wiele chłopaków spoglądało na nią z pożądaniem, ale zdawało się, że ona wcale tego nie zauważa. Nie to co ja. Po kilku shotach i obrotach w objęciach czarnowłosego studenta wylądowałam z nim w męskiej toalecie. Było szybko i przyjemnie. Po skończonej zabawie obmyłam twarz i zaczęłam szukać Emily. Znalazłam ją w damskiej, jak rozmawiała z kimś przez telefon. Była zdenerwowana i rozmawiając chodziła w kółko po łazience. Wpatrując się w nią bacznie, usiadłam na kamiennym blacie, który służył za przerwę między umywalkami.
-Co się stało? - Spytam, gdy schowała telefon do kieszeni, skórzanej kurteczki. Westchnęła ciężko i oparła się o drzwi jednej z kabin na przeciw mnie.
-Mój chłopak - Wyznała cicho. - Jest strasznie zaborczy. - Zacisnęła usta w wąską kreskę. - Muszę wracać.
-Będziesz robiła to co ci karze?
-Musze - Głośno przełknęła ślinę. - Po prostu muszę. - Wymusiła uśmiech i po prostu wyszła. To było dziwne i niepokojące, ale byłam na tyle podpita, że nie miałam siły na to by się w to zagłębiać. Skorzystałam z toalety i wróciłam do baru, gdzie wypiłam piwo i znów zaczęłam wirować na parkiecie.

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 4



''You won't let go, 
But you still keep on falling down,
Remember how you saved me now,
From all of my wrongs yeah,

If there's love just feel it,
If there's life we'll see it,
This is no time to be alone, alone, yeah,
I, wont let you go,

Say those words, 
Say those words like there's nothing else, 
Close your eyes and you might believe,
That there is some way out yeah,''


Drzwi do domu były otwarte. Mama często zapominała je zamykać, nawet gdy gdzieś wychodziła, chociaż to zdarzało się ostatnio bardzo rzadko. Przy wejściu ściągnąłem czarne niki, czując pod nagimi stopami przyjemny chłód lakierowanego drewna przez hol ruszyłem do salonu. Mama siedziała na szarej kanapie okryta ciepłym kocem, mimo że na zewnątrz była na tyle ciepło, że nie trzeba było zakładać nawet cieplejszej bluzki. Tępo wpatrywała się w włączony telewizor. Usiadłem obok niej, rzucając okiem na szklany stolik stojący nieopodal. Stało na nim kilka brudnych kubków, szklanka z niedopitą do końca whisky i dwa opakowania proszków uspokajających. Kiedyś mama nie pozwoliłaby żeby na jej ukochanym stoliku stała choćby wypolerowana filiżanka z podstawką. Był jej oczkiem w głowie. Kiedyś.
-Cześć mamo. - Przywitałem się, wyciągając nogi przed siebie, kładąc stopy na tym pieprzonym stoliku. Odwróciła głowę powolnym ruchem w moją stronę i uśmiechnęła się leniwie.
-Dru? Ty już w domu? - Mówiła niewyraźnie, a jej ładne, wciąż młode zielone oczy zaszły mgłą.
-Jest już po ósmej mamo. - Wyjaśniłem. Po szkole poszedłem jeszcze na siłownie, a potem do pubu na piwo z kumplami.
-Och... - Spojrzała na telewizor i jej wzrok utkwił tam na dobre. Odleciała. Sfrustrowany wstałem i wróciłem do holu, potem boso wyszedłem na podwórko. Ze swojego czarnego audi tt wyjąłem plecak, czteropak piwa i wróciłem do domu, a potem szerokimi, zakręcanymi, szklanymi schodami wbiegłem na drugie piętro do swojego pokoju. Plecak rzuciłem w kąt i z czteropakiem w ręku usiadłem w obrotowy fotelu, przed plazmą wiszącą na ścianie. Otworzyłem jedną puszkę,wziąłem pada z podłogi włączyłem jakąś głupią grę, w której rozwalałem głowy zombie. Idealnie by odreagować. W połowie drugiego piwa w moich myślach pojawiła się ta tajemnicza czarnowłosa dziewczyna. Mimo woli uśmiechnąłem się na jej wspomnienie. Spodobało mi się denerwowanie jej, gdy ma kaca. Wkurzało jednak to, że tak mało mówiła. Nie wyglądała na nieśmiałą,a  przecież tak od razu nie mogła mnie znielubić. To niemożliwe. Przecież mnie nie zna. Zdenerwowany kolejną przegraną rzuciłem pada na podłogę i zacząłem obracać się w fotelu popijając piwo. Jestem pewny, że ją w końcu złamie i powie jak ma na imię. Z łatwością mógłbym sam się tego dowiedzieć, ale wolałbym usłyszeć to z jej ust. Intrygowała mnie. Nie wydawała się być, jak te wszystkie inne laski... Ruby. Zerwałem się z fotela. Z biurka wziąłem laptopa i położyłem się na łóżku, uruchamiając urządzenie. Zalogowałem się na fejsie, gdzie czekało na mnie piec wiadomości o Ruby. Ja pierdziele totalnie o niej zapomniałem. Ruby była fajną dziewczyną, chodziliśmy ze sobą trzy miesiące. Umiała mnie rozśmieszyć i dobrze czułem się w jej towarzystwie, ale ostatnio coś zaczęło się psuć. Ciągle się czepia i szuka problemu tam gdzie go nie ma. Ostatnia jej wiadomość brzmiała: Wiesz Dru zachowujesz się jak drań. Możesz cholera przestać mnie ignorować? Przepraszam za ostatnie. 
Oj doskonale pamiętałem naszą ostatnią kłótnię z przed dwóch dni. Od tamtej pory w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy. Poszło o to, że nie mam dla niej czasu mimo to, że to ona ma wiecznie zapełniony grafik. Ja jestem wyrozumiały. Rozumiem, że dużo czasu poświęca tańcu, ale nie może się czepiać mnie o to, że jest wiecznie zajęta..No kurwa! Zignorowałem jej wiadomości. Nie miałem teraz głowy do tego by z nią gadać. Wyłączyłem laptop i ruszyłem pod prysznic.

Następnego dnia rano ciężko było wstać, ale przemogłem się i zwlekłem się z łóżka. Spóźniony, piętnaście minut po ósmej zaparkowałem na szkolnym parkingu, na którym oprócz mojego samochodu stało jeszcze tylko pięć. Z niemrawym humorem wysiadłem z audi i w niewielkich strużkach deszczu przeszedłem parking i wszedłem do szkoły. W korytarzu na jednym z parapetów siedziała Ruby. Plecami opierała się o kraty w oknach, a głowę miała spuszczoną w dół. Jej długie, rudobrązowe włosy spływały w dół, zasłaniając jej ładną twarz. Podszedłem do niej i oparłem się bokiem o ścianę obok. Podniosła głowę do góry i zerknęła na mnie, a w jej oczach dostrzegłem złość.
-Czemu nie odpowiedziałeś? - Spytała, a w jej głosie wyczułem nutę gniewu.
-Odczytałem wiadomości dopiero wczoraj, a byłem już po kilku piwach. - Wytłumaczyłem. Jej spojrzenie złagodniało.
-Przepraszam. - Wyszeptała i zeskoczyła na podłogę. Była tylko kilka centymetrów niższa ode mnie.
-Po prostu wyluzuj. - Zaproponowałem. Uśmiechnęła się lekko i objęła mnie za szyje.
-Spróbuje. - Powiedziała i pocałowała mnie w usta. - Nie gniewasz się?
-Już nie. - Pocałowała mnie jeszcze raz a potem się odsunęła.
-Musze uciekać. Spotkamy się dziś? - Lekko kiwnąłem głową, choć wcale nie byłem pewny swojej odpowiedzi. - To pa Dru.
-Pa. - Wzięła swoją torbę i wybiegła ze szkoły. Dziwiłem się, że Ruby poświeciła swoją pierwszą lekcje tylko po to by tu przyjść i mnie przeprosić. Była przykładną uczennicą i nienawidziła się spóźniać. To było podejrzane, albo po prostu naprawdę jej zależy. Tylko czy mi zależało w takim samym stopniu?

Do czwartej lekcji niesamowicie się nudziłem, ale gdy przyszedł czas na biologie niemal się ucieszyłem. Tym razem to ja byłem pierwszy. Czarnowłosa weszła niemal ostatnia. Wyglądała o wiele lepiej niż wczoraj. Miała na sobie ciemne jeansy i trochę rozciągnięty, szary sweter na długi rękaw spod, którego wystawało ramiączko czarnej koszulki. Byłem ciekaw czy naprawdę jej zimno, czy po prostu tak lubiła. Była drobna i niska, a jej czarne włosy sięgały połowy pleców. Dziś miała je rozpuszczone. Była ładna, naprawdę ładna, ale w zupełnie inny sposób niż Ruby, która wyróżniała się wysportowana sylwetką, okrągłą buzią i dużymi zielonymi oczami. Czarnowłosa miała nieprzeciętna urodę  małego elfa. Jasna skóra, spiczasty podbródek, zadarty nos i duże granatowe oczy. To wszystko sprawiało, że wyglądała niemal, jak z bajki. Zaszczycając mnie jednym spojrzeniem, usiadła obok. Ze swojej torby wyjęła duży zeszyt i niebieski długopis. Kompletnie mnie ignorowała, a to sprawiało, że miałem coraz bardziej ochotę ją rozgryźć.
-Cześć - Rzuciłem i wyciągnąłem przed siebie nogi. Nie odpowiedziała. - Naprawdę nie rozumiem dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać...
-Mam rozumieć, że żadna ci się jeszcze nie oparła? -Patrzyła na mnie świdrującym spojrzeniem. Miała ładną, przyjemną barwę głosu, gdy na mnie nie warczała.
-Nie o to chodzi.
-Więc o co?
-Wydaje mi się, że mnie nie lubisz, a przecież mnie nie znasz. - Uśmiechnęła się złośliwie.
-Hope. - Szepnęła.
-Hope?
-Tak mam na imię idioto. - Uśmiechnąłem się szeroko. Dopiąłem swego. Pochyliłem się w jej stronę. Owiał mnie owocowy zapach.
-Ładnie. - Nie odrywała ode mnie wzroku, a jej oczy pociemniały.
-Nie próbuj ze mnie flirtować. - Temperatura jej głosu spadła o kilka stopni.
-Nie mam zamiaru. - Odwróciła wzrok.
-Więc czego chcesz? - Przeczesała włosy palcami tym samym odgarniając grzywkę do tyłu. Gdybym nie siedział tak blisko pewnie nie zauważył bym niewielkiej blizny tuz przy linii jej włosów. Nim zdarzyłem się dobrze przyjrzeć, włosy znów opadły, a ona znów patrzyła na mnie.
-Poznać cie.  -Odpowiedziałem szczerze, na co ona parsknęła.
-Nie jestem osobą wartą poznania.
-Myślę, że się mylisz. - Uciekła wzrokiem, ale na jej ustach pojawił się cień uśmiechu. - No więc Hope. Co cie sprowadza do tej budy? - Westchnęła ciężko.
-Wylali mnie z poprzedniej.  - Nie wiem dlaczego, ale zaskoczyła mnie tym. Chciałem zapytać dlaczego, ale w tle usłyszałem swoje imię. Podniosłem głowę i mój wzrok utkwiłem w pani Tyler.
-Tak? - Wstałem.
-Dru może powtórzysz co własnie powiedziałam? - Krzywiąc się, podrapałem się po głowie.
-Eeee... Jestem pewien, że mówiła pani o tym jaki ze mnie świetny uczeń. - Mrugnąłem do niej. Wywróciła oczami.
-Oj Dru twoje ego jest zbyt wielkie. - Kilka osób z klasy zaśmiało się. - Mówiłam o projekcie, który macie do przygotowania na następny semestr.
-Ach... Jasne! - Posłała mi srogie spojrzenie.
-W parach macie przygotować doświadczenie, które dokładnie opiszecie i przedstawicie przed resztą klasy. Będzie to stanowiło 30% waszej końcowej oceny. Dru skoro tak świetnie dogadujesz się z nową koleżanką razem będziecie pracować. Szczegóły przedstawię wam na następnej lekcji, ale sala laboratoryjna będzie do waszej dyspozycji po lekcjach.- Wyszczerzyłem się w szerokim uśmiechu i usiadłem. To była okazja by lepiej poznać Hope. Spojrzałem na nią, ale ona nie wydawała się być z tego tak zadowolona jak ja.
-Nie cieszysz się, że będziesz ze mną w parze?
-Nie. - Warknęła i odwróciła wzrok. Cholera. To chyba nie będzie wcale takie łatwe.